Moje borderline

,,Szaleństwo to nie bycie popsutym czy połknięcie 
mrocznego sekretu. To ty i ja wzmocnieni.
Jeśli kiedykolwiek skłamałeś  i sprawiło ci to radość.
Jeśli kiedykolwiek chciałeś pozostać dzieckiem na zawsze.”

(Susanna Keysen, Przerwana lekcja muzyki)

    Zaburzenie osobowości borderline 

to zaburzenie które przypomina mi ciągłą jazdę na roller casterze. Szybkie wzloty w górę i równie nagłe upadki w dół, oraz nieustający lęk. Schodzisz z tej karuzeli jedynie po to, żeby za chwilę wsiąść znowu, pomimo tego, że już okropnie cię mdli.

    Mam BPD (borderline personality disorder) odkąd pamiętam, jednakże z początku nie nazywałam swoich objawów w ten sposób. Na początku, kiedy jeszcze nie miałam pojęcia, że takie schodzenie istnieje, byłam po prostu nieszczęśliwa. W wieku 25 miałam już za sobą 2 próby samobójcze, ataki paniki i kolekcję blizn na przedramionach i innych częściach ciała. Przeszłam przez dziesiątki nieudanych związków, nadużywałam alkoholu oraz narkotyku i nie było weekendu podczas którego nie angażowałabym się w jakieś „autodestrukcyjne aktywności”. I byłam niesamowicie zmęczona samą sobą.

   Teraz jestem terapeutką, I bardzo chciałabym powiedzieć, że to terapia mnie uratowała, ale prawda jest taka, że na początku nie byłam w stanie ukończyć żadnej terapii (współczynnik rezygnacji z terapii osób z BPD jest naprawdę wysoki). Zawsze byłam w stanie znaleźć setki powodów dla których nie powinnam iść na następne spotkanie. A to terapeutka była głupia, albo nie wyglądała tak jak sobie wyobrażałam, że powinna, już było mi ,,lepiej” albo po prostu nie miałam czasu.
   Z perspektywy czasu wiem, że głównym powodem wymyślania tych wszystkich powodów było po prostu to, że terapia była cholernie trudna. Samo mówienie o emocjach może być wyjątkowo trudne dla osób z borderline, więc szybko zaczęłam obwiniać terapeutów za, doznawane w trakcie sesji, negatywne emocje.

   Na szczęście, z racji studiowania psychologii, miałam dostęp do masy materiałów i wiedzy która pomogła mi lepiej zrozumieć moje zaburzenie. Chociaż nie uczestniczyłam (na początku) w systematycznej terapii to brałam udział w wielu konferencjach, warsztatach i treningach dzięki którym nauczyłam się lepiej radzić z pustką, kontrolować emocję i poprawić relację z innymi.
Poniżej przedstawię 3 techniki, albo raczej grupy technik – jest nieskończenie wiele sposobów ich realizacji, które okazały się dla mnie szczególnie pomocne. Wszystkie one wywodzą się z terapii akceptacji i zaangażowana, które najbliższa mojemu sercu.
   Mam nadzieję, że pomogą one osobom cierpiącym na zaburzenie osobowości z pogranicza i uczynią ich życie trochę łatwiejszym albo przynajmniej ułatwią kontakt ze specjalistą.

1. Zrób trochę przestrzeni dla wolności.

 

    Impulsywność jest jednym z największych problemów osób z osobowością z pogranicza. Zwykle, jeśli akurat nie zmagałam się z przytłaczającymi negatywnymi emocjami albo uczuciem pustki, byłam zajęta naprawianiem konsekwencji swoich impulsywnych zachowań. Zazwyczaj obejmowały one sex, używki, kłótni z bliskimi czy cięcie się.
   Stosowanie tego typu zachowań jest bardzo powszechnym  sposobem radzenia sobie z nieakceptowanymi emocjami u osób z BPD (i nie tylko) gdyż przynoszą one chwil
ową ulgę. Niestety ich konsekwencje  w efekcie przynoszą dodatkowe negatywne emocje i poczucie winy, w związku z czym wpadamy w koło z którego trudno się wyrwać. 
   Biorąc to pod uwagę, ważne jest stworzenie przestrzeni pomiędzy emocją czy myślą a reakcją na nią. Niewiele mamy kontroli nad tym co czujemy, ale możemy zdecydować co z tym uczuciem zrobimy i jak się zachowamy kiedy dana emocja się pojawi. 
   W tej krótkiej chwili leży nasza wolność do wyboru takiej reakcji która będzie oparta na naszych wartościach, na tym na czym nam zależy, a nie będzie jedynie ucieczką od złości i strachu. 

,,Pomiędzy bodźcem i reakcją jest przestrzeń: w tej przestrzeni leży wolność i moc wyboru naszej odpowiedzi.
(Viktor Frankl, Człowiek w poszukiwaniu sensu)”

   W tej chwili możesz czuć, że nie jesteś w stanie kontrolować swoich czynów czy że nie masz wystarczającej ilości miejsca na świadome podejmowanie decyzji. W porządku, pokażę ci jak sprawić, żeby ten moment wolności był troszkę większy.

   Tutaj z pomocą przychodzi nam uważność. Uważność jest sposobem obserwowania tego co się dzieje dookoła nas i w nas bez ocen. Jest rodzajem medytacji która może być wykonywana na mnóstwo różnych sposobów, więc możesz ją dostosować do swoich potrzeb do swoich potrzeb i wybrać taką, jaką najbardziej lubisz.

       W tym artykule wypisałam kilka sposobów praktykowania uważności które lubię i stosuję. Ćwiczenia te mogą być wykonywane krótko: kilka minut parę razy dziennie, lub w długich, kulkudziesięcio-minutowych sesjach. Po pewnym czasie praktykowania powinnaś zaobserwować, ze masz więcej miejsca do pomieszczenia trudnych emocji i twoja chwila wolności jest dłuższa.

   Pamiętaj, żeby rejestrować swoje małe sukcesy. Każda sytuacja w której udało ci się nie powielić starych schematów zachowania jest sukcesem. Być może następnym razem zamiast kłótni uda ci się wyjść z domu na spacer? Lub zamiast sięgnąć po alkohol lub narkotyki, będziesz w stanie przeczekać falę trudnych emocji? Jeśli nie jesteś w stanie działać konstruktywnie pod wpływem emocji, spróbuj raczej zrobić im więcej miejsca i poczekaj, aż opadną. Dopiero wtedy zastanów się jaka (i czy w ogóle jakakolwiek) reakcja byłaby odpowiednia.

  Moją pierwszą zasadą jest: nie pogarszaj sytuacji.

2. Zaangażuj się w działania które są dla ciebie ważne.

 

      Pierwszy punkt był o rzeczach których nie powinniśmy robić aby nie było gorzej, drugi będzie o tych, które sprawiają, że jest lepiej.

     Zacznę od metafory, którą kiedyś usłyszałam na warsztatach a która myślę, że dobrze obrazuje to, co chciałabym przekazać.

   Wyobraź sobie, że posiadasz duży ogród, pełny kwiatów i roślin. Ogród jest naprawdę wielki i potrzebujesz sporo czasu aby go utrzymać w dobrym stanie. Sadzisz owoce, warzywa i mnóstwo pięknych kwiatów. Ale po pewnym czasie zaczynasz dostrzegać, że w twoim ogrodzie pojawiły się również chwasty, zaraz obok twoich cennych kwiatów. Nie chcesz ich w swoim ogrodzie, więc próbujesz się ich pozbyć, wykopać i wyrzucić. Ale jak tylko uda ci się pozbyć jednego, w innym miejscu wyrasta następny i następny. Więc spędzasz więcej i więcej czasy próbując pozbyć się ich wszystkich ale jednocześnie zaniedbując inne rośliny. Po pewnym czasie zaniedbane rośliny zaczynają obumierać. Kiedy byłaś zbyt zajęta walczeniem z chwastami, rzeczy na których naprawdę ci zależało zniknęły.

 

Jak inaczej można by podejść do tej sytuacji?

    Pozwól chwastom rosnąć. Jeżeli zajmiesz się rzeczami które kochasz i na których ci zależy, zostanie niewiele miejsca dla tych niechcianych. Oczywiście, od czasu do czasu będą się trudne emocje, myśli czy przykre wydarzenia (na to nie mamy żadnego wpływu),  ale nie przytłoczą cię one i nie zaczną rządzić twoim życiem.

     Może zdarzyć się również też, że tak długo skupiony byłeś na unikaniu tego czego nie chcesz, że nie pamiętasz już do czego właściwie dążyłeś.

   Zastanów się jak chciałabyś aby wyglądało twoje życie, gdyby borderline nie stanowiło problemu i spróbuj zrobić coś. aby choć odrobinę ruszyć w tym kierunku. Jeśli ważny jest dla ciebie twój związek, spraw by twój partner poczuł się doceniony. Jeśli czujesz się samotny, uśmiechnij się następnym razem do osoby w kolejce za tobą albo zapytaj kolegę z pracy jak minął mu dzień.
Życie składa się z samych takich małych momentów i to one świadczą o jego jakości.

,,Małe rzeczy? Małe momenty? One nie są małe.” 
(Jon Kabat-Zinn)
3. Dowiedź się co właściwie czujesz.

    Pamiętam, że okropnie dużo czasu zajęło mi uświadomienie sobie, co tak naprawdę czuję i zrozumienie, że te uczucia nie są wywołane przez osoby czy wydarzenia z zewnątrz, ale są „produkowane” przeze mnie.    Przed tym odkryciem miałam tendencję do obwiniania innych o to, że czułam się w ten czy inny sposób. Tak więc na porządku dziennym były dzikie kłótnie z moim byłym partnerem o kompletnie trywialne rzeczy jak to, że się spóźnił czy wychodził ze znajomymi.

   W mojej interpretacji świadczyło to o tym, że mnie zaniedbuje i nie traktuje poważnie, więc reagowałam natychmiastową złością. Tymczasem to co tkwiło u źródła takich emocji był bardzo silny lęk przed porzuceniem, który pojawia się u większości osób z bordelrine. Złość maskowała jedynie inne uczucia, które dużo trudniej było mi zaakceptować.

(…)okazując gniew, często tuszują w ten sposób uczucie żalu. Problem polega na tym, że złość nie pomoże uporać się ze smutkiem – stworzy jeszcze większy dystans między ludźmi wtedy, gdy najbardziej potrzebujemy ich bliskości.”
(Męskość. Nowe spojrzenie, S. Biddulph)

    Dopiero kiedy zdamy sobie sprawę z tego, co tak naprawdę czujemy i z czego te uczucia wynikają, możemy podjąć świadomą decyzję dotyczącą tego, co w konkretnej zrobić. Możemy sobie wyobrazić, że dystansowanie się od partnera, w chwili w której i tak czujemy się opuszczeni, nie pomoże. Ale poinformowanie go o swoich uczuciach i poproszenie o wsparcie w tej trudnej chwili, mogłoby już zdziałać wiele dobrego.

   Tak więc, rozpoznaj swoje emocje, prawdziwe, nie wtórne, które mają za zadanie jedynie zagłuszyć te pierwsze. Następnie zaakceptuj je. Będą z tobą przez jakiś czas, ale to całkowicie normalne. Jeśli im pozwolisz w końcu odejdą i zmienią się (patrzy podpunkt: uważność).

Podsumowując, możemy powyższe rozważania ująć w taki łańcuch, w którym kolejne ogniwa są od siebie współzależne:

samoświadomość <=> akceptacja <=> zaangażowane działanie

 

   Mam nadzieję, że opisane przeze mnie etapy pomogą również tobie zbliżyć się do takiego życie jakie chciałabyś wieść i być taką osobą jaką chciałbyś być. Z borderline czy bez.

 

P.S. Pamiętaj też, że dobrze dobrana terapia jest ogromną pomocą a czasem jedynym rozwiązaniem. Nie bój się szukać pomocy!

 

Jeśli masz pytanie zapraszam do grupy na Facebooku: Porady psychologiczne lub na bezpłatną, 20 minutową konsultację na którą możesz umówić się tutaj.